witajcie ponownie! jak niektórzy wiedzą wróciłem z przedostatniego turnusu KSM-u w Desznicy… nie wiem co powiedziec z jednej strony ciesze sie ze jestem już w domu, a z drugiej strony z dnia na dzień poznawało sie coraz lepiej i więcej tych ciekawych ludzi :]
postaram sie opisac tak w skrócie to wszystko bo Ci którzy to przeczytają będą wiedziec o co chodzi ;) :]
tak więc po przyjeźzie i rozpakowaniu sie niestety stwierdziłem, że towarzystwo jest wiekowo bardziej ‚zaawansowane’ co jak sie później okazało nie przeszkadzało wogóle ;) nie wiem od czego mam zacząć … tyle tego było, a ja mam pełną głowę ;) przede wszystkim super liderzy… a także ‚muzyczni’ poprostu goście byliście spoko… fajni goście w namiocie… na początku było troche niemrawo ale już w połowie turnusu znaliśmy sie całkiem nieźle :] oczywiście poznałem super gościa Miśka (Majkela, Michała) a także wielu innych jak m.in. kolege Jakubowskiego ;) czy Mateusza (nie mówie o sobie) a także wiele innych osób których nie wymieniłem…
dzień zaczynaliśmy zawsze od apelu, następnie gimnastyki (pseudo gimnazstyki) potem śniadania i modlitwy porannej, następnia dwa wyjścia w góry (były poprostu suuuper) i praca w grupach na której omawialiśmy różne zagadnienia, potem podsumowanie pracy w grupach czyli czytanie sprawozdań (sprawozdanie pisałem, ale akurat tamtego dnia nie było podsumowania :P ) super były wyjścia w góry… pierwsze może troche bardziej męczące i dłuższe wybraliśmy się do starej cerkwi… drugie według mnie ciekawsze, ale deszcz popsuł nam zabawe… wybraliśmy sie na górę Grzywacką, skąd rozpościerał sie superzasty widoczek na całą okolice w promieniu 20 km… byłoby jeszcze lepiej gdyby nie deszcz, który akurat musiał spaść :( wszystkie 53 osoby schowały się w kaplicy polowej jedząc dżem na ołtarzu polowym, ku wielkiemu poirytowaniu kleryna Grzegorza … potem musiałem czytać na modlitwie wieczornej ‚za zem z chlebem na stole pańskim przepraszamy Cię panie’ heh… :] po raz pierwszy służyłem do mszy św. (razem z Mateuszem – i tutaj znowu kolejna słuszna uwaga nie mówie o sobie tylko momim koledze w namiocie było dwóch Michałów, Krzyśków i Mateuszów… super)
Fajnie grało sie w gałe … zwłaszcza na boisku obok którego płynie rzeka… :] ale i tak nieźle mi szło – z klerykiem Grzegorzem wymiataliśmy całą obrone przeciwnika ;) :] no a potem szło mi jeszcze lepiej z Matkiem w ataku – heh to był odjazd :P
no a potem to juz tylko agappa i nieprzespnae 48 h… i olądanie wschodu słońca :D super była msza św. o 24:00 a wcześniej w piątek droga krzyżowa i nabożeństwo Taize (nie zapomne tego na dlugo…)chociarz na mszy o północy trzesłem sie jak galareta siedząc w krótkim rękawku…
Potem była wspominana agappa i wymienianie sie adresami… :] przez cały obóż obserwowałem Sylwie ;) ale odważyłem sie odezwać dopiero 1 dzień przed końcem… :] i w efekcie umówiliśmy się na wspólny… basen :D heh ;) tym razem nie moge przepuścić takiej okazji :) :] zresztą Majkel zna wszystkie szczegóły… apropos Majkel odezwij sie to ustalimy date i możemy isć na basen całą grupą ;) najzabawniejszą osoba turnusu obok ziomala (gostek co ma na nazwisko Ziomek) był chyba kolega Jakubowski którego pozdrawiam :] pozdrawiam też Klaudie z Sędziszowa Młp. i całą reszstę ludu z tej miejscowości czyli wymienionego wcześniej Majkela, kolege Łukasza Jakubowskiego oraz Bernatke :] w dalszej części pozdrowień kieruje pozdroffka dla wszystkich z mojego namiotu… m.in dla Matka, a potem to dla Sylwi i całej reszty dziewczyn (tj. Ewy, Gośki, Ani itd. dalej mi nie przychodzi do głowy…) oraz wszystkich liderów i … nie może lepiej Uli Orzech nie pozdrawiać ;) oczywiście żartuje mam nadzieje, że spotkam sie jeszcze z wami… narka